Loading

Moja oaza spokoju…

Pragnęłam dzisiaj przenieść się w miejsce magiczne, aby zaznać odrobiny spokoju i ukojenia… poczuć się wolna… Długo nie musiałam szukać takiego miejsce. Szybko przeniosłam się do Vang Vieng w Laosie i wspomnień z nim związanych.

Trafiliśmy tam przez przypadek. W przewodniku było dosłownie kilka zdań. I  te intrygujące ostatnie słowa „pokochasz albo znienawidzisz”.

Pierwsze wrażenie – koszmar. Grupy pijanych i naćpanych Brytyjczyków. Głośne puby i Przyjaciele w każdej telewizji. Lokalne atrakcje „tubing”, „rope swings”… Pomyślałam -„to miejsce nie ma nic do zaoferowania”.

Później pokochałam je – wystarczyło oddalić się odrobinę i można było odnaleźć ciszę i spokój, dziką naturę i zakątki tak magiczne, że do dziś mam to miejsce głęboko w sercu.

Zdjęcie: Vang Vieng, Laos, listopad 2010

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks

Leave a Comment